Zawieźliśmy Cię z tatą na basen - jak co tydzień w czwartek. Pytasz, czy będziemy siedzieć i patrzeć, jak pływasz - powiedziałam, że póki się nie rozpada (burza wisiała w powietrzu) to pójdziemy na spacer i odbierzemy Cię jak skończą się zajęcia. I od tego momentu widziałam, jak walczysz ze swoim strachem... Tylko skąd on się wziął?... Już w kolejce po zegarek do szafki zaczął Cię boleć z nerwów brzuszek... Na basenie, gdy czekałyśmy na zajęcia, kilka razy pytałaś, kiedy przyjdę po Ciebie. W końcu poszłaś i stojąc już przy stopniu podniosłaś rączkę, takie jakby smutne "pa", a ja się do Ciebie uśmiechnęłam i odmachałam Ci, ale nie zauważyłam Twojego uśmiechu... Widziałam tylko smutek. I nagle zerwałaś się do biegu, dopadłaś do mojego biustu i mocno się wtuliłaś - z oczu poleciały łzy... Skąd masz Kochanie te lęki? Że Cię zostawię, nie odbiorę?... Przecież nigdy taka sytuacja się nie zdarzyła. I mało tego - sama potrafisz tłumaczyć swoim koleżankom, gdy wypatrują rodziców przez okna w świetlicy, żeby się nie denerwowały, bo rodzice na pewno po nich przyjdą, że żadna mama nie zostawi swojego dziecka. Strasznie mi się smutno zrobiło, że zmagasz się z takimi smutkami, domyślam się, że musi to być dla Ciebie trudne... Próbowałam jeszcze po basenie z Tobą rozmawiać o tym i po raz kolejny tłumaczyć, że żadna mama nie zostawia swojego dziecka. A Ty mi na to: "A pijana?" No tak, taka to faktycznie może, ale ja, Kochana, się nie upijam :))) I obiecuję Ci, że nigdy, przenigdy Cię nie zostawię. Kocham Cię - tak bardzo chciałam być Twoją mamą, że teraz się mnie nie pozbędziesz tak łatwo:)
A wczoraj byłyśmy po południu na zakupach - fajnie się z Tobą spaceruje, rozmawia - naprawdę, nie mogło mnie spotkać większe szczęście, niż bycie Twoją mamą. Dziękuję Ci Kropeczko ;*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz