Przy śniadaniu, zjadanym z apetytem, w trakcie planowania wycieczki do Trogiru zaniepokoiły nas samoloty przelatujące nisko nad naszym domem. Hałas był nie do opisania... Chwilami wydawało się, że te samoloty spadają. Lot obniżały za wzgórza niedaleko nas, po czym znowu wbijały się w powietrze. Jak się okazało, gdzieś niedaleko wybuchł pożar (było bardzo gorąco i do tego wietrznie, co sprzyjało szybkiemu rozprzestrzenianiu się ognia) i te samoloty ślizgając się po morzu nabierały wody, a później zrzucały ją nad pożarem.
Wycieczka do Trogiru okazała się bardzo udana. Zaraz po wejściu do starówki naszym oczom ukazały się wąskie uliczki i wysokie kamieniczki, pomiędzy którymi gdzieniegdzie wisiały świeżo wyprane ubrania:)
Labirynt uliczek zachwycał maleńkimi winiarniami, restauracjami i galeriami, które znajdowały się prawie na każdym podwórku.
Klasztor dominikański przy promenadzie:
Widok z zamku Kamerlengo na wyspę Ciovo:
W drodze powrotnej z Trogiru wjechaliśmy do Rogoźnicy, gdzie akurat odpoczywali nasi znajomi, wujek Paweł z ciocią Olą. Ty jak zawsze chociaż nóżki chciałaś pomoczyć, no ale co się dziwić, w końcu jesteśWodnikiem:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz